Parę takich dzisiejszych…
Skoczyłem sobie dzisiaj na spacer do Sopotu. Kilka kadrów stamtąd:
Woman in red

Flying…

Garbus:


Skoczyłem sobie dzisiaj na spacer do Sopotu. Kilka kadrów stamtąd:
Woman in red

Flying…

Garbus:


Dość długo się tutaj nic nie działo, ale niestety mam coraz mniej wolnego czasu, dlatego mogą pojawiać się opóźnienia w update’ach. Sorry…
Na dzisiaj mała relacja z miasta Omis (czyt. “Omisz”). Była to miejscowość położona ok. 3-4 km od naszego hotelu w Ruskamen. Co ciekawe pomimo tak małej odległości, bilet autobusowy do Omisza kosztował tylko połowę mniej niż do odległej o ponad 20 km Makarskiej… No cóż, Chorwaci mają ciekawą politykę cenową…
Miasteczko bardzo malownicze, położone nad morzem i rzeką, w otoczeniu gór, z ładną starówką i genialną fortecą wmurowaną w jedno z górskich zbocz. Rozciągał się z niej wspaniały widok na okolicę.
Następnego dnia po zakwaterowaniu w hotelu, pilotka zabrała nas na “niespodziankę” (niespodzianek było potem więcej, ale każda z nich polegała na tym samym, więc pod koniec nawet emeryci wiedzieli, co się pod tym hasłem kryje), czyli… rejs łodzią po rzece.

Padało wtedy i ogólnie było mokro. Sternik miał ciekawe patenty przeciwdeszczowe - opuszczał na całą łódź nieprzezroczystą folię. Zapytany w jaki sposób wtedy steruje, skoro nic nie widać, odpowiedział: “Intuicja”. No i ta intuicja zaprowadziła nas do przybrzeżnej knajpki gdzie podawali pajdy chleba pieczonego na węglu z wędzoną, ludową szynką. Smaczne i wielkie.
O, takie pajdy były:

Może nie wygląda, ale na prawdę były olbrzymie.
Najedzeni wracaliśmy tą samą drogą, gdy za plecami pojawiła się wielka tęcza (w końcu Rainbow Tours - nie? ;))

Po powrocie i przy paru innych okazjach pospacerowało się tu i ówdzie po Omiszu, zobaczyło się to i owo i generalnie fajnie było.
Uliczki na starówce:


I nowsza część miasta:
A potem mozolna wspinaczka na twierdzę Mirabella…
… by zobaczyć to:
Warto było się wspinać… ![]()
Dość dawno nie dodawałem żadnego wpisu, ale sprawy związane z Uczelnią nie pozwoliły mi na to, więc wybaczcie (mówię do tych, których w ogóle interesuje, czy tutaj się cokolwiek dzieje
).
W dzisiejszym ocinku przedstawię okolice naszego hotelu - miasteczko (?) Ruskamen. Bylismy tam przez 4 doby i wszyscy zgodnym chórem stwierdziliśmy, że tam było najlepiej. Żaden inny hotel nie równał się warunkami z tym. Co prawda brakowało miejsc do wieczornego siedzenia przy Karlovaćku, ale i tak było fajnie. No, do siedzenia to był bar Bikini, z pewnym labradorem, ale dopóki nie dostanę zdjęć od Agaty albo Piotrka to o tym sza
Oto hotel w prawie całej okazałości
A tutaj hotelowe okolice - co by nie mówić - ładna ta Chorwacja…
Takie fajne drzewka tam rosły - sosny piniowe. Z ich szyszek (zwanych potocznie orzechami) robi się jeden ze składników bardzo smacznego sosu - Pesto a’la Genovese.
Takie skałki na plaży…
Przydrożny autoportret
No i widoczki…